niedziela, 12 maja 2013

~ 22

Czeźdź.

Coś się zmieniło? Raczej nie, ale matma i geo zostaje do poprawienia... Tak bardzo nie mam chęci do czegokolwiek, najchętniej siedziałabym sobie w domu albo spędzała czas ze znajomymi poza szkołą. MOJE OCENY SĄ IRYTUJĄCE, niby nie najgorsze, ale nie cieszę się ze średniej powyżej 3... Ostatnio miałam wielki zapał do poprawienia ocen (mogłabym nadciągnąć nawet na 4,12), ale po co... Jestem beznadziejna, bo nie dokańczam tego co zacznę. Żałosne i tyle. Nie jest tak, że się użalam, ale po prostu do niektórych spraw podchodzę poważnie i rozsądnie, a do szkoły? Szkołę mam najwidoczniej gdzieś...

Ciekawa jestem jak tam moje marzenia. Co chcę robić? Mam totalną pustkę. Nikt mi tego nie komplikuje, ale po prostu nie umiem podejmować decyzji samodzielnie. Nie będę taka jak pewna osoba, nie chcę być zależna od mamy. Muszę nauczyć się żyć ze świadomością, że nikt mi nie pomoże, a z problemami i wyborami będę musiała radzić sobie sama. TAK JEST! Właśnie! Ehhh, jak zwykle ten zapał niedługo mi przejdzie. Co ja się oszukuję, muszę mieć jakieś wsparcie (albo oparcie? whatever).

Dzisiaj  praktycznie nic nie robiłam do 14, oglądałam Itazura na Kiss, a później poszłam z dziewczynami (Sylwią i Iloną) na spacerek, przepłynęłyśmy się promem, potem siedziałyśmy nad kanałem i takie tam. Po drodze rozmawiałam trochę z Iloną. Coraz bardziej utwierdzam się w tym, że jednak nie mam najgorzej. Nie mam też jak pomóc osobom, które z pewnych powodów cierpią, jedyne co potrafię zrobić, to powiedzieć "Będzie dobrze, jakoś się ułoży. Nie martw się". Lipa, nieprawdaż? Chciałabym jakoś pomagać, ale co ja mogę zrobić? Jestem tylko człowiekiem. Przejmuję się zmartwieniami przyjaciół, ale ja jako NIKT nie mogę NIC zrobić. Przykro mi z tego powodu. Nie jestem inteligenta, nie potrafię się wypowiadać tak ładnie i mądrze jak Ilona bądź też Sylwia. To mnie wprawia w jeszcze głębszy dół, taka tam bezsilność... Może powinnam się dokształcać, ale co ja tam potrafię. DOBRA, WYSTARCZY.

Staram się być lepszą osobą, pokochajcie mnie.


~ Lana Del Rey - Young and Beautiful ~

środa, 1 maja 2013

~ 21

Heloł, dawno mnie tu nie było.
Opowiem wam (Ilonie, bo tylko ona czyta ten szit) o moim super wypadku, khekhe.

No więc zaczniemy od tego, że byłam na spacerku z Gosią, Danielem i Sylwutką.  Było jak zwykle fajnie. Lubię taką paczkę + Ilona (żeby nie było zią). Po spacerku poszłam z Danielem i Sylwutką, no i w pewnym momencie się rozeszliśmy (mondra ja chciałam odprowadzić Sylwutkę, ale obiad ważniejszy, grrry). Przechodziłam sobie przez pasy, kiedy nagle coś we mnie jebnęło. Wstałam, patrzę - samochód, lol. Zostałam se potrącona przez blondynkę. Poszłam do Sylwii, ona cała roztrzęsiona, a ja się pytam "Sylwia, wyglądałam śmiesznie?", a Sylwia mi na to "głupku, to nie było zabawne"... Kurde, faktycznie, bo gdyby mi się coś stało, ludzie by się załamali, ehhh... Truuudne sprawy. Daniel (strasznie męski, jak to określiła moja mama) zadzwonił po karetkę. Na początku przyjechała straż pożarna (wtf?), założyła mi jakieś coś na szyję, pytała o miejsce zamieszkania, imię i takie tam. Po paru minutach przyjechała karetka (na sygnale, lol) i mnie zajumała, a ja do Daniela i Sylwutki "róbcie mi zdjęcie ciołki!". Gdy już byłam w szpitalu, to ludzie totalnie mnie olali. Musieli czekać na to, aby moja kochana mamusia się zjawiła, gdyż nie jestem pełnoletnia, pfffy. Po ok. 20 minutach zjawiła się wielka biznes łumen z PeZetU, przybiegła na szpileczkach rzecz jasna, khehe. Chwaliła się wszystkim, że zna się na ubezpieczeniach, bo jest z PeZetU (bekę miałam). Po tym wszystkim pani pielęgniarka zawiozła mnie na prześwietlenie, potem mnie odstawiła na "łóżko" w korytarzu (uj wie co to było). Leżałam sobie i leżałam, nagle zachciało mi się siusiu, pani pielęgniarka mnie zabrała do kibelka, gii-hii, kazała mi... ekhem, fuj. Zabrała mnie znowu na korytarz, a po chwili słychać było policjantów. Ja się odwracam i patrzę, a oni jakiegoś żula prowadzą, pytają się go "no i po co tu przyszliśmy?", a on do nich "nooo, bo ja szalony jestem, taki szalony, szalony jestem", a ja w brecht. Po raz kolejny przyszła po  mnie pielęgniarka, posadziła mnie na wózek inwalidzki (gdyż moja nóżka ucierpiała przy wypadku i chodziłam jak kaleka), ja się pytam gdzie jedziemy, a ta mi mówi, że na pobieranie krwi, ja taki szok i jej mówię "nienienie, tylko nie pppobieranie krrwi", a policjanci mnie wyśmiali. Tak bardzo smutno. W szpitalu ogólnie spędziłam 2 dni, a później lekarz stwierdził, że nic mi nie jest i mnie wypisał. Cały ten wypadek był zabawny, ale w pewnym sensie przykro mi było, bo zmartwiłam sporo osób. Wybaczcie ziomki. To chyba koniec mojej opowieści, będzie na przyszłość dla moich dzieci, ustrzegę je przed blondynkami na ulicy, khekhe. Jesteś blondynką? NIE JEŹDZIJ SAMOCHODEM! Khehe.

Plany na dzisiaj? Dokończenie Pandory Hearts, dokończenie rysunku Break'a na A3 oraz wyjście z Sylwutką i Danielem (ona o tym nie wie, że z nim, ale cóż, niespodzianka!). Tak dużo planów, aż miło, że mam co robić. Trudno, że siedzę przed kompem, zawsze coś.

Co z wakacjami? Mam nadzieję, że wszystko pójdzie okei, spotkam się ze sławnym Kacperkiem, pojadę na ślub, odwiedzę Sylwutkę w Bydgoszczy i być może odwiedzę Monię (chociaż nie wydaje mi się...). OBY BYŁO ZAJEBIŚCIE! Hehehehehehehe.


I need your love - huh... tak bardzo nie mieć chłopaka...