środa, 1 maja 2013

~ 21

Heloł, dawno mnie tu nie było.
Opowiem wam (Ilonie, bo tylko ona czyta ten szit) o moim super wypadku, khekhe.

No więc zaczniemy od tego, że byłam na spacerku z Gosią, Danielem i Sylwutką.  Było jak zwykle fajnie. Lubię taką paczkę + Ilona (żeby nie było zią). Po spacerku poszłam z Danielem i Sylwutką, no i w pewnym momencie się rozeszliśmy (mondra ja chciałam odprowadzić Sylwutkę, ale obiad ważniejszy, grrry). Przechodziłam sobie przez pasy, kiedy nagle coś we mnie jebnęło. Wstałam, patrzę - samochód, lol. Zostałam se potrącona przez blondynkę. Poszłam do Sylwii, ona cała roztrzęsiona, a ja się pytam "Sylwia, wyglądałam śmiesznie?", a Sylwia mi na to "głupku, to nie było zabawne"... Kurde, faktycznie, bo gdyby mi się coś stało, ludzie by się załamali, ehhh... Truuudne sprawy. Daniel (strasznie męski, jak to określiła moja mama) zadzwonił po karetkę. Na początku przyjechała straż pożarna (wtf?), założyła mi jakieś coś na szyję, pytała o miejsce zamieszkania, imię i takie tam. Po paru minutach przyjechała karetka (na sygnale, lol) i mnie zajumała, a ja do Daniela i Sylwutki "róbcie mi zdjęcie ciołki!". Gdy już byłam w szpitalu, to ludzie totalnie mnie olali. Musieli czekać na to, aby moja kochana mamusia się zjawiła, gdyż nie jestem pełnoletnia, pfffy. Po ok. 20 minutach zjawiła się wielka biznes łumen z PeZetU, przybiegła na szpileczkach rzecz jasna, khehe. Chwaliła się wszystkim, że zna się na ubezpieczeniach, bo jest z PeZetU (bekę miałam). Po tym wszystkim pani pielęgniarka zawiozła mnie na prześwietlenie, potem mnie odstawiła na "łóżko" w korytarzu (uj wie co to było). Leżałam sobie i leżałam, nagle zachciało mi się siusiu, pani pielęgniarka mnie zabrała do kibelka, gii-hii, kazała mi... ekhem, fuj. Zabrała mnie znowu na korytarz, a po chwili słychać było policjantów. Ja się odwracam i patrzę, a oni jakiegoś żula prowadzą, pytają się go "no i po co tu przyszliśmy?", a on do nich "nooo, bo ja szalony jestem, taki szalony, szalony jestem", a ja w brecht. Po raz kolejny przyszła po  mnie pielęgniarka, posadziła mnie na wózek inwalidzki (gdyż moja nóżka ucierpiała przy wypadku i chodziłam jak kaleka), ja się pytam gdzie jedziemy, a ta mi mówi, że na pobieranie krwi, ja taki szok i jej mówię "nienienie, tylko nie pppobieranie krrwi", a policjanci mnie wyśmiali. Tak bardzo smutno. W szpitalu ogólnie spędziłam 2 dni, a później lekarz stwierdził, że nic mi nie jest i mnie wypisał. Cały ten wypadek był zabawny, ale w pewnym sensie przykro mi było, bo zmartwiłam sporo osób. Wybaczcie ziomki. To chyba koniec mojej opowieści, będzie na przyszłość dla moich dzieci, ustrzegę je przed blondynkami na ulicy, khekhe. Jesteś blondynką? NIE JEŹDZIJ SAMOCHODEM! Khehe.

Plany na dzisiaj? Dokończenie Pandory Hearts, dokończenie rysunku Break'a na A3 oraz wyjście z Sylwutką i Danielem (ona o tym nie wie, że z nim, ale cóż, niespodzianka!). Tak dużo planów, aż miło, że mam co robić. Trudno, że siedzę przed kompem, zawsze coś.

Co z wakacjami? Mam nadzieję, że wszystko pójdzie okei, spotkam się ze sławnym Kacperkiem, pojadę na ślub, odwiedzę Sylwutkę w Bydgoszczy i być może odwiedzę Monię (chociaż nie wydaje mi się...). OBY BYŁO ZAJEBIŚCIE! Hehehehehehehe.


I need your love - huh... tak bardzo nie mieć chłopaka...

2 komentarze: