środa, 31 lipca 2013

~ 32

wróciłam w niedzielę.
przepraszam.

Wczorajszy dzień był bardzo udany, bo spędzony w bardzo miłym towarzystwie. Jej. Byliśmy sobie paczką na spacerze.
Wkurzył mnie Daniel. Wiem, że mówił to w żartach, ale najwyraźniej nie wie, że nie akceptuję samej siebie i jedno słowo może tyle znaczyć. Nie jego wina, ale było przykro.

Ilona zaproponowała nam (mi i Kandarowi) nocowanie u siebie, więc skorzystałyśmy z okazji i zgodziłyśmy się. Cały czas oglądałyśmy (bynajmniej ja i Ilona) Shingeki no Kyojin/ Attac on Titan (jak kto woli). Po oglądaniu czy tam w trakcie oglądania, wzięłyśmy się za "robienie dzieci" (weźcie sobie nie kojarzcie, żal) i robienie kolażu. TE dzieci były okropne, paskudne, fuj... A co do kolażu, to jak zwykle wyszedł zajebisty, bo nasz.
Wiecie o której zasnęłam? Jakoś po 7. Wcześniej jeszcze Ilona pokazywała mi jeden odcinek jakiegoś anime z krowami, kurami, ogólnie wieś. Główny bohater burzył się na kury, bo ich jajka wychodzą "dupą", bosz, co za anime. Obudziłam się jakoś po trzech godzinach, huhu. Teraz siedzę sobie taka trochę zaspana i nie mam siły do niczego. "bo rzycie jest takie bez sensu".  Jem pizzę, joł.

Dobra, być może nie jestem idealna, ale proszę... zaakceptuj mnie.
kckckckckckckckckc.

~ Nie będzie piosenki, bo totalny brak humoru ~

piątek, 26 lipca 2013

~ 31

NO HEJ.

Już wróciłam z Łodzi, oł jee ~ W Łodzi było głupio, bo nogi bolały jak cholera. ŁÓDŹ TO MIASTO SZPANERÓW. 30 stopni na dworze, no i co z tego... założę zimową czapkę, bo to takie kul. WKURWIAJĄCE, hoho. A tak w ogóle, to widziałam Bjebera, w sumie to ziomka, który go przypominał...
Mam szczęście, że nie złapałam ospy, bo Miłosz miał. Biedne dziecko (haha, dobrze mu tak).
No cóż, przespałam tam jedną noc, a na drugi dzień wracało się. Kupiłam 3 rzeczy: koszulę, koszulkę i spodnie. Widziałam przystojnego kolesia w okularach. Ooo, właśnie... Widziałam też blond wersję Pana W. Tak czy siak Pan W jest przystojniejszy, no jak dla mnie *serdze serdze serdze*.

Dzisiaj był jakiś taki smutny dzień. Kupiłam sobie czarne buty, które podobne są do Vansów (tak wiele wygrać). Później byłam u babci, zjadłam obiadek i w końcu zaczęłyśmy się żegnać. Smutne, nie?

Niby chcę jechać, ale z rodzina... Tak ciężko. Bardzo ciężko. CIĘŻKO. Au...
Chociaż... Tęsknię za moimi głupkami. Za Iloną, Kandarem i Dziamdzielkiem.


HA! MYŚLAŁAŚ, ŻE O TOBIE ZAPOMNIAŁAM?
A teraz miejsce honorowe... Najbardziej brakuje mi Sylwii.

Brakuje mi Ciebie, joł.

~ *miejsce na piosenkę* ~

sobota, 20 lipca 2013

~ 30

30 POST, hihi.

Piszę to, będąc pijana po wodzie (słowa Kornela, wut?).

Dzisiaj rano była wielka nuda, oh bosze. Około 9 poszłyśmy na zakupy w miasto, jeee. Tak bardzo cieszy mnie słowo "zakupy", tak bardzo... NIE ZNOSZĘ PRZYMIERZANIA, wiecie? Jeszcze łażenie zniosę (chociaż to i tak jest bardziej męczące od biegania), ale to przymierzanie. Um... masakra jakaś.Po zakupach wróciłyśmy do domu (oczywiście z Pieczarką). Jejujejujeju, jak ja nie lubię, kiedy ktoś mi coś nakazuje (coś typu "masz to zrobić"). Kasia kazała mi porozwieszać kwiatki (NIECHCIAŁOMISIEJOŁ), a jeszcze później powiedziała, że mam sypać ryżem. Jakby nie można było poprosić, co nie? ŻAL.

Ślub - W KOŚCIELE BYŁO TOTALNIE NUDNO, Kornel tam sie wiercił, haha. Nie no, było strasznie. Jakaś śmieszna rodzina podchodziła, witała się, całowała (łumarłam) itp. "Ty, ta babcia wszystkich atakuje" - Kornel. Taaa, atakująca babcia wymiatała. Podchodziła do ludzi i ich szturchała. Przerażające. Po tych wszystkich życzeniach, tuleniach i innych takich, pojechaliśmy do lokalu. Oczywiście tam było dobre jedzonko, tylko ta muzyka... PORAŻKA. Disco-polo to żenada, gówno i jeden wielki szajs. No co ja poradzę, że nie tańczę jakiś tańców hulańców jak moja mama? Hyhy, mama po paru głębszych wywijała z ciocią Gabrysią. Ooo! A ja z Kornelem piłam dobre niebieskie coś (taaa, fajny drink robiony ze sprite'a). Ziomka się mnie zapytała czy chcę wersję dla dzieci  czy wersję dla dorosłych. O LOOOL. Przecież ja jestem takim uroczym, MALUTKIM dzieckiem.
W międzyczasie poszliśmy nad Bzurę, a tam jakiś koleś na jednym kole (takim jakie maja klauny) dziko się patrzył. Kornel mówił, że jakiś pedał, bo pedalsko się na niego spojrzał.
TOTALNIE NIC SIĘ NIE DZIAŁO. Nawet upić się nie dało. Wiecie, wiecie... ze swoją paczką najlepiej się pije (khekhe).
"Upiłaś się wodą" - słowa Kornela. To już cieszyć się nie można? Zawsze jestem wesoła, więc nic w tym dziwnego, że ciągle się śmieje (zresztą Ilona wie, dlaczego tak mi się morda cieszy).
Bolą mnie nogi po guuupich obcałasach (szkoda, że Heroinka tego nie czyta. Wzruszyłaby sie tymi "obcałasami").
Kończę chyba, bo to nudne. Wgle wgle, to CZARNA TRUMNA. Umieram, ahaha. Napiszę o co chodzi, bo to zabawne... Szłam sobie z Kornelem i on mi opowiadał o horrorze, gdzie ciągle było "czarna trumna jest w Twojej galaktyce", jakieś tam pierdoły, haha. Kurde, nawet nie umiem opisać, bo tylko Kornel potrafi. TAK BARDZO ŚMIESZNIE.


Dla sprostowania. Kornel, to mój kuzyn.

A teraz będziemy nabijać się z czegoś.
Tęknię.

piątek, 19 lipca 2013

~ 29

Kura.

Tak, dobrze widzicie. KURA!

Wczoraj/dzisiaj było okropnie (ryczy, opowiadając). W TYM GŁUPIM POCIĄGU BYŁO TAK UJOWO. Cała drętwiałam jak na chwile zasypiałam, bo tak niewygodnie. Jejurajusiuomatkoboszeno.

Dzisiaj o 5:55 pojawiłam się w Łowiczu, jea. Aha, nie... Oczywiście jak zawsze mama musiała zrobić awanturę, bo ponoć jestem taka zua. No... ciekawe co jest złego w przepuszczeniu dzieci z pociągu, żal. Mama - świr.
Przyjechał po nas dziadek, uuu, super. Po przyjechaniu do domu nie miałam ochoty na spanie, więc słuchałam "spraw dorosłych". Um, inczrestyd. Po 10 pojechaliśmy w miasto, najpierw poszłam z mamą do babci, a parę minut później połazić po sklepach z Gosią i młodym. Jeee, znalazłam 2 sukienki i buty + chiński szajs.
Wiecie co mnie cieszy? To, że NIKT mnie tu praktycznie nie zna. A to... to daje mi satysfakcję.
Teraz sobie siedzę i mulę. Spać mi sie chce, a muszę ogarnąć paznokcie i umyć się.

JUTRO JEST SUPER DZIEŃ, BO SYPIE JEBANYM RYŻEM, ŁUUUUUUUUUUUUUUHUUU! TAK, TO PRZECIEŻ TAKIE SUPERFAJNE. NO KURA.

Nie potrafię się sprzeciwiać, mam za dobre serce.

Napisz, proszę.


~ *miejsce na piosenkę* ~

czwartek, 18 lipca 2013

~ 28

Jup.

Nie było mnie 2 dni, ojeju, jaka strata. Moje dwa wspomnienia...
W sumie nic takiego się nie działo. Ciągle biegam (łaaa, młodsza Wiktorio, jak ty to robisz?), DAJĘ Z SIEBIE WSZYSTKO (no niekoniecznie w kwestii biegania), ale wiecie, no tego... daję wszystko (haha, jak to brzmi). Nie no, serio nic się nie działo.

Strasznie mi miło, kiedy ktoś o mnie pamięta, wiesz? Także z łaski swojej: NAPISZ DO CHOLERY. Proszę.

NEVERMIND KURFA. Po głowie chodzi mi ciekawa piosenka, bo jej przesłaniem jest "zawsze lub nigdy". Daje wiele do przemyśleń. Powiem albo nigdy tego nie zrobię. Takie proste? No nie bardzo...

Ummm, dzisiaj działo się wiele ciekawych rzeczy. Szkoda, że jest dopiero po 13, oh szkoda.
Co się działo konkretnego? A OGLĄDAŁAM DINEJOWSKI FILM, hehe. "Metamorfoza" czy jakoś tak. Gościu. Zamienił. Się. W. Syrenkę. A wiecie co pod koniec filmu zrobiłam? Płakałam... płakałam... płakałam... Jak żenująco, na takim filmie. Nie mogę z siebie.
Po filmie poszłam odebrać jakąś śmieszną sukienkę mamy. Coraz bardziej nie lubię ludzi, niby są mili, ale jednak wkurwiają swoją obecnością. Uh, wróciłam i teraz siedzę przed kompem. Zastanawiam się jakie piosenki mogę jeszcze pościągać na moją zacną mp3 (TAK KUPIŁAM JĄ, w końcu...).

Czemu zamiast słowa "because/bikoz, słyszę bigos"?
Pada mi na słuch, ojojojoj.

Dzisiaj o 20 wyjeżdżam. Tak, zgadza się... Pociągiem (płacze). Przynajmniej to lepsze niż głupie busy czy autokary (oh, nie przypominaj sobie młodsza Wiktorio). Zabiorę ze sobą Gilberta (przypomnę Ci starsza Wiktorio, to tablet), mp3 (muszę ją nazwać), jakiś zeszyt do rysowania, kartki, długopisy, kredki, mangę (może), superzajebisteżeoh słuchawki i chyba wszystko. Ooo, przypomniałam sobie, że jestem zadłużona u mamusi. Jadę do Łodzi, ale co tam... kasy brakuje, brawo ja, bo nic sobie nie kupię (płaczeee mocno mocno mocno). To "mocno" w nawiasie brzmi jak orgazm, haha (chyba nie dam swoim dzieciom zobaczyć tego bloga). ORGAZM (hihi, niegrzecznie?). Chyba obejrzę sobie parę odcinków Gantz (tak, oglądam to). Porno&Horror w jednym *serduszko*.

Chcę napisać, ale nie chcę. Chcę. NIE. Tak. Przestań. Nie-e, za karę będziesz o nim myśleć! Spierdalaj mózgu. ZOBACZYMY. No tak, dobijaj mnie bardziej, ok? To się jeszcze okaże, Wika. Pewnie. Super. No tak. Pada Ci na mózg. SAM JESTEŚ MÓZGIEM, żal. No jestem i co? NIC. To super. Koniec. Nie, będziesz o nim myśleć. Nie chcę. Owszem, chcesz. Bujaj się. Chciałabyś. Nie. Ma fajną klatę. Co?

wtorek, 16 lipca 2013

~ 27

Sialalalaklsjklghjrhdh.

Cześć. Tak, jakby ktoś zauważył, to mam dobry humor (o dziwo).
Nie powinno tak być. Oh, ja, tag bardzo smutas.

Dzisiaj do 15 jakoś siedziałam w domu, później Danielek (rany rany rany, jakie przerażające zdrobnienie) i Ilonutka przyszli po mnie. Tak w ogóle to Daniel zepsuł mój świetny plan (smuteg). No bo ja chciałam ładnie wyglądać (smuteg x2). A czemu nie wyglądałam? Bo kochana ruda pała kazała mi wziąć głupi kocyk, przez co musiałam zmienić cały swój strój. NO PRZEZ GŁUPIĄ TORBĘ. Haha, pisząc to padam ze śmiechu. Wiecie, ludzie mogą odebrać to bardzo, ale to bardzo dziwnie. Piszę to, bo wesołosołosoło. Hihi. Śmieszek ze mnie, wiem. Oho ho ho.
Poleżeliśmy trochę na pomostach (moje ukochane miejsce), a parę godzin później przeszliśmy się wzdłuż plaży. Po 17 rozeszliśmy się do domków, joł.
Tak bardzo zdesperowana ja chwyciłam po mp3 (brzmi dramatycznie?), nagrałam piosenki (szok). Zachciało mi się pobyć samej ze sobą. Miałam iść na plażę, pomoczyć nóżki, ale mój głos... ZAPYTAŁAM PIECZARKI CZY PÓJDZIE ZE MNĄ BIEGAĆ (dramat). Zrobiłam błąd, ona nie ma kondycji, totalnie... Załamałam się. Po niecałej godzinie wróciłyśmy. Oh, bosze.

Zastanawiam się nad wszystkim, nawet nad tym czymś co nie ma sensu. Rany... Załamuję się nad moim zasobem mądrych słów. Aż mi się głupio zrobiło, kiedy Daniel powiedział "Łał, Wika, znasz takie słowo jak zniwelować, brawo". Tak bardzo głupio. Chciałabym być kimś mądrym, ale taka moja natura, nie będę, przykro mi.

Wciąż pracuję nad sobą. Przepraszam.




niedziela, 14 lipca 2013

~ 26

POWOLI ZBLIŻAM SIĘ DO 30 POSTÓW, fuck yeah.

Dzień jak każdy, bo nudny. Wstałam około 11, tak bardzo nie chciałam (smut). Poszłam z Pieczareczką na "zakupy" do WOLIN MARKETU OHOHOHO. Nie kupiłam w sumie nic oprócz bloku do rysowania (jak na złość, skończyły się białe kartki) i lakieru do paznokci. A propo paznokci... Rany, wkurzają mnie, cholernie się rozdwajają. Kurfa. Joł. MADAFAKAOHŁOOHOHHOljfsrilkdjyh. Hehz. Byłam jeszcze z nią po bilety. Oł je, za 4 dni jedziemy. Cieszę się, odpocznę od zwykłej codzienności... CHCĘ. TAK BARDZO. Tylko... Ten ślub, to trochę porażka. Nie mam butów, biżuterii ani torebki, heheehehe.

Tak jak myślałam, ta notka długa nie będzie, bo nie za bardzo mam co opowiadać. Mogę się jeszcze pochwalić tym, że mamusia chce kupić za rok nowe mieszkanie (zaciesz). Miałabym wtedy swój pokój, a wiecie jak bym go pięknie urządziła? No kurde, już mam wszystko poustawiane w główce. Otóż w moim pokoju znajdowałby się kącik psychola (czyt. miejsce w którym byłby największy syf + zdjęcia znajomych + jakieś rysunki + chaptery), worek do boksu (rany, nim to się jaram najbardziej, bo przecież ja boks kocham, fapfapfap), łóżko jak dla księżniczki (marzę o takim dużym łóżku na którym leżałby "Natsu", kilka misiów , foka i jakaś różowa pościel z serduszkami), oczywiście na ścianie koło łóżka musiałoby być zdjęcie mojego ukochanego (oczywiście jeśli będę go miała, bo jak na razie nie wydaje mi się, aby wyszło coś z "nim"). Pod łóżkiem chciałabym mieć sporo miejsca (no bo gdzie lepiej się chować przed burzą?), musiałby być tam gdzieś obok kontakt, żebym miała gdzie podłączyć mój kochany sprzęt elektroniczny... Na jednej ze ścian byłoby miejsce na moją i znajomych twórczość (podpisy, rysunki itp.). Cały pokój chyba chciałabym szary albo pastelowy róż (taaaaki jaśniuteńki). Dywan musiałby być mega mięciutki, bo MÓJ (hihi). JESZCZE PÓŁECZKA NA MANGI (tak wiele miłości). To chyba wszystko... Więcej pomysłów przyjdzie mi do głowy jak już będzie to mieszkanie, a mam nadzieję, że będzie. Wszystko w łapkach mamuni (mamo, kace Cię).

"to masz pecha", moimi ulubionymi słowami. Kocham je po prostu... A mina ludzi, kiedy mówią przykładowo "jeju, on mnie nie kocha", a ja ich zgaszam właśnie tymi cudeńkami. Bezcenne.

IDĘ ROBIĆ BARSZCZ.
Ps. Zalałam go wczoraj zimną wodą, mondra ja. Tak bardzo.
HIHI.

chcę Cię, no, no, no, no tak bardzo chcę.

Skrim, aaaa, aaa, skrim, aaa aaa ~

sobota, 13 lipca 2013

~ 25

Uświadamiam sobie, że jestem bezwartościowa. Bynajmniej dla Ciebie.

Uhuhuhu, wczoraj/dzisiaj było po prostu super. Nocka u Kandara była zajebista, jeeea. Czujecie, nie?
Kandar mnie skopał w nocy, wypychał swoją dupę i takie tam...

Rano wróciłam do domu. Nie poszłam na żadne zakupy, bo kochana mama śpi cały dzień (pozdro mama). Wkurwiłam się, znowu ludzie zawodzą, rany... Załamujące, przybijające, joł. Mam ochotę wyjść z domu, udać się w jakieś miejsce gdzie ludzi nie ma. Ale co ja sobie wyobrażam... Że ktoś się mną przejmie i przybiegnie mnie pocieszyć? Oh, staph. Świruję.

Ciągle mam głupią nadzieję. Nie wiem co myśleć, a głowa coraz bardziej boli (boszeee, jakie to dramatyczne. Starsza Wiktoria Cię zbrechta, młodsza Wiktorio).

Wiecie co zrobiłam z nudów? Poukładałam ciuchy w szafkach (szok, co nie?). Brawo ja ~
Później obejrzałam Your'e my pet (jakaś koreańska drama), grał tam fajny koleś, o ten. Skończyło się i co ja mam robić? Z nikim nie wyjdę, bo nikogo nie interesuję (smutna prawda).

LALALALA, chciałabym iść z Tobą na spacerek (taaa, teraz tak to się nazywa?). Szkoda, że Cię nie ma w Ś-ciu. Nie masz nawet czasu, żeby mi odpisać, jea. TAKA WIELKA SZKODA (ale to tak serio).

Kłócę się z mózgiem, a nawet zakładam... To chore, on jest głupi, obstawia dziwny bieg zdarzeń. Wymyśla dziwne sytuacje. Boję się. Już, wystarczy.

Tak cholernie się łudzę, a wiem jaka jest prawda. Tak bardzo głupia.




piątek, 12 lipca 2013

~ 24

Wakacje są, huuu...

jestem głupia, bo Cię kocham.
jestem głupia, bo chcę z Tobą być.
jestem głupia, bo Cię potrzebuję.
jestem głupia, bo chcę Cie przytulić.
jestem głupia, bo chcę spędzać z Tobą mnóstwo czasu.
jestem głupia, bo o Tobie myślę.
jestem głupia, bo nie potrafię zapomnieć Twojego uśmiechu.
jestem głupia, bo się łudzę.
jestem głupia, bo chcę być Twoja.
A TY I TAK MASZ MNIE GDZIEŚ.

Zaczęły się niedawno wakacje, łuuu. Doczekałam się wyjazdu do Francji, było fajnie, a nawet baaardzo fajne.

Jesteś cholernym idiotom, idioto... No bo kurde, kto normalny stoi sobie w tłumie i z tylu osób lampi się tylko i wyłącznie na Ciebie? No taaa, nie wiecie kto to, bo jeszcze nic nie zaczęłam, hehz.

Bo to wszystko przez Ciebie, wiesz?

Można by powiedzieć, że się zakochałam (nie mogę przestać o nim myśleć, to miłość?). Śmiesznie się złożyło, bo jego imię jest odpowiednikiem mojego... ZABAWNE, NO NIE?
Przez całą wycieczkę czułam jego wzrok, nie tylko ja to widziałam, więc to chyba coś znaczyło. Bosze, zaczął mi się podobać. No gdyby się nie lampił, to raczej nie zwróciłabym uwagi. Lampił się, bo co? Bo mam krzywy ryj? Bo wyglądam jak transwestyta? Bo jestem wysoka? Bo mu się podobam? Od czasu, kiedy zaczął mi się podobać, zadawałam sobie masę pytań. Chciałam znać odpowiedź. Wycieczka jak wycieczka, musiała kiedyś się skończyć. Helenka i Ilona miały nawet plan, chciały dać mu karteczkę na której pisało, że mi się podoba. Nie zdążyły, cóż... Może to nawet lepiej. Po powrocie do domu usiadłam sobie do kompa, przez parę dni w odstępach pisaliśmy ze sobą (no kurde z nim, bo z kim? Świętymi Mikołajem?). Zapytałam się o spacer, a on odpisał mi, że wątpi, aby coś z tego było, a na spacery chodzić możemy jako przyjaciele. Wspomniał też coś o staraniu się. Że niby się staram? Ja dopiero mogę zacząć się starać (ryczę, lol). W końcu umówiliśmy się na spacer. Ranyyy, jaka ja spięta byłam, masakra. Tak bardzo go wyczekiwałam i w końcu przyszedł. Rozmawialiśmy i spacerowaliśmy (czyt. męczyliśmy nóżki i gardła), do tej pory nie wiem co o mnie myśli, bo nawet nie raczy odpisać na fb (taaak, jest to wyjątek jeden na milion. NIENOŁLAJFI, żal). Wkurwiało mnie słowo "zobaczymy", nawet wprost nie mógł powiedzieć czy chce się ze mną kumplować czy nie... Ciekawe co zrobi jak mu powiem (kiedyś tam), że lubię go więcej niż przyjaciela. Zapytam czy darzy mnie tym samym uczuciem? Może i zapytam, ale jaką dostanę odpowiedź? No kurfa, "zobaczymy".

Jesteś idealny.