sobota, 19 lipca 2014

~ 117

Życie toczy się dalej. Nie wiem w sumie co takiego magicznego się stało. Tak jak szybko złapałam kontakt z Michauem, tak też szybko się on rozwalił. Zwyczajnie przepadł, trudno, nie ubolewam, o jeden problem mniej. Stara paczka dalej się nie odzywa. Jedynie Kandar, ale to dopiero od niedawna. Jest mi niezmiernie miło, że ktoś w końcu się zainteresował.

Szkoła jak najbardziej w porządku, spokojnie zdana klasa pierwsza, wesolutko. W międzyczasie zaprzyjaźniłam się z Patką, Matim i Łukaszem (chociaż trochę mniej niż z pozostałą dwójką) oraz zyskałam chłopca, wspaniałego chłopca.

Z Karolem jestem od 23 kwietnia i układa nam się idealnie, czasami pomarudzimy, ale jak do tej pory nie przeżyliśmy ani jednej sporej kłótni. Naprawdę jest genialnie, jest on całym moim światem, nawet nie wiem jak mam to opisać, bo jak piszę to ze szczęścia płakać mi się chce. A jak tak na niego patrzę to nie mogę oderwać oczu, jest tak cholernie seksowny. Z dnia na dzień zakochuję się w nim bardziej i bardziej, coraz bardziej. Marzę, aby spędzić z nim całe życie. Mieć dzieci. Po prostu kochać się i być ze sobą. Zrobić z nim dosłownie wszystko.

Pod koniec czerwca byłam sobie w Chorwacji i powiem, że było w sumie fajnie. Niedobre obiady, czas spędzany tylko z mamą, beznadziejna "plaża", picie wina (haha, tak), próby gadania z moim dzióbkiem, selfiii, czekanie aż mp3 się rozładuje, oglądanie jakichś filmów z Bollywood w autokarze (oh god), siku na postojach. To wszystko było w miarę w porządku, ale szczerze... Wolałabym siedzieć w tym czasie z Karolem, który tak tęsknił, że "płakał" ciągle biednej mamusi Danusi. Kochana kobietka, musiała mieć złotą cierpliwość do tego dzieciaczka.
Po Chorwacji został mi jeden dzień na naukę fizyki. Genialna Wika nauczyła się i zaliczyła ten piekielny przedmiot na farcie. Po tym wszystkim została nam tylko weekendowa podróż do Krakowa. Na sam dobry początek uciekł nam pociąg, ponieważ w Przytorze się nie zatrzymywał, dziękujemy serdecznie pociągu. Tylko zatrąbił i odjechał, fajniutko. Mieliśmy szczęście, ponieważ koleżanka mamy Karola nas zawiozła do Międzyzdrojów, a tam biegliśmy jak głupi, żeby tym razem też nie odjechał nam pociąg. Zdążyliśmy, a przerażone miny po chwili zmieniły się w "ah, na szczęście zdążyliśmy". Nie obyło się bez pociągowych zdjęć, o tak! Podróż była koszmarna, tyłki odpadały wszystkim. Jechaliśmy bardzo długo... Okropnie się to dłużyło. A w międzyczasie dosiadł się do nas w Poznaniu brat Karola, Damian. Kiedy już dotarliśmy to zdychałam, los tak chciał, że okres mnie złapał. Było mi z tym bardzo źle, ale dałam radę! Ogólnie byliśmy w Krakowie na konwencie tatuażu, żeby nie było, huh. Kraków jako miasto bardzo mi się spodobał, jest piękny. Żałuję tylko tego, że nie spotkałam się z Alcią, a miałam okazję. Sam w sobie konwent był z lekka nudny, ale uszedł. Mama Karola machnęła sobie fajny tatuaż, a to było priorytetem całej naszej wyprawy. Mieszkanko mieliśmy milusie, a ja jak zawsze spałam z Karolem, więc nie narzekałam. Oprócz siedzenia na konwencie byliśmy też w dobrej restauracji na dobrym makaroniku, w Galerii Krakowskiej i nawet w kinie na X-menach. Po konwencie zostały nam tylko wspomnienia, ponieważ pomimo tego iż mieliśmy aparat, nie zrobiliśmy żadnych zdjęć, brawo my. Czas spędzony genialnie, w genialnym towarzystwie, krótko sprostowując.

Cały rok szkolny szybko minął, a wakacyjne dni już umierajo. Jest ich coraz mniej i jest to okropnie przykre.
27 lipca jadę do dziadka do Łowicza (mam nadzieję, że z nudów i tęsknoty nie umrę), a jakoś 5 sierpnia zamierzam być już u jednego z moich najukochańszych skarbów, w Bydgoszczy. Przynajmniej urozmaicę sobie minimalnie wakacje. Oczywiście odwiedziny Sylwii to będzie najlepsze co mnie może spotkać w te wakacje. Bo tęsknię. Poznam w końcu jej pysiaczka.

Chwilowo nie robię nic konkretnego, dzisiaj sobie okresuję, ale hm... No co ja poradzę. Siedzę obok Karola, siedzimy na dwa laptopy, on gra w LoL'a, a ja piszę tutaj, no bo co ja mam robiiiiić *smutna mina* Później jedziemy ponoć na plażę, oby, mam taką nadzieję.


Ps. Kocham go.







niedziela, 6 kwietnia 2014

~ 116

NIE CHCE TAK ŻYĆ

Moje życie takie biedne, oj
Nie mam co robić i nawet nie chce mi się tu pisać. Mam nadzieje, ze moje dzieci nigdy tu nie zajrzą, taaa
NIE WIEM CZEGO CHCE
Ale jedno jest pewne
Sylwia, Michau i Tuncia, eheee


dobranoc na resztę czasu 
jakie stare

sobota, 5 kwietnia 2014

~ 115

Ah! Muszę to opisać, bo sen był całkiem ciekawy.

A więc byłam sobie w odwiedziny u Ilony w Mieszku i przy okazji musiałam iść na lekcje do Helenki (nie wiem po co, lol), no więc poszłam. Tam Helenka "przekazała mnie w ręce" Mikołaja, który miał iść ze mną do dyrektora. Poszliśmy tam, a na miejscu okazało się, ze Helenka i Ilona miały plan, żebym się przepisała do mat-fizu. Dyrektor dał mi do wypełnienia papiery w sprawie o przeniesienie, ale ja powiedziałam stanowczo "nie", ponieważ wcale nie chciałam się przepisywać. Dyrektor na to zlał i zostawił mnie z Mikołajem w swoim gabinecie, my natomiast udaliśmy się do jakiegoś dużego pomieszczenia gdzie znajdował się duży telewizor i kanapy. Śmialiśmy się, oglądaliśmy coś w telewizji i ogólnie wariowaliśmy. Rozmawiałam z nim sporo o różnych sprawach i tak nagle coś się zatrzymało. Zatrzymało się jego spojrzenie, głęboko spoglądał w moje oczy (zupełnie tak jakby wiedział, że od dawna chcę go pocałować). Bez wahania to zrobił, pocałował mnie. Ta chwila była strasznie magiczna, po prostu zakochałam się w niej, piękna, cudowna i pełna uczuć. W sumie po tym niewiele pamiętam oprócz tego, że Mikołaj znał też Heroinkę (wtf, co z tego).

Mam nadzieję, że ktoś taki istnieje. Mikołaj był trochę niższy ode mnie, miał piękne zielone oczy, zupełnie jak Grzibcio! Miał fajnie zaczesane i roztrzepane włosy na bok, co tego był ładnie zbudowany.
Wr, taki ładny sen, a taki nierealny.


niedziela, 9 marca 2014

~ 114

ŻYCIE SIĘ TOCZY. TOCZY SIĘ TOCZY SIĘ TOCZY SIĘ.
Nie wiem no, jakoś to wszystko jest. Zaliczyłam sobie Łódź i Bydgoszcz podczas ferii z czego bardzo się cieszę! Aw, byłam u Sylwii i było tak milusio, aż się wracać nie chciało, a szkoła wzywała. SZKOŁA JUŻ NAS WOŁA SZKOŁA NAS ZAPRASZA NANANANANANANA~~

Dzień kobiet spędziłam sobie z matmusią i Helcią ♥ Wieczorem wyciągnął mnie Kandi i byłyśmy sobie na spacerku, a potem u Poncziego na 10 minut, to było genialne, aż się chce walnąć "XD".

Dzisiaj kolejne starcie z matmą, ale tym razem o 17! Przeżyję chyba <333

piątek, 21 lutego 2014

~ 113

Nie mam ochoty tu wchodzić. Nie mam ochoty na cokolwiek.
Przepraszam.

Coraz bardziej mi chujowo. Pozdrawiam czytelników.

środa, 19 lutego 2014

~ 112

Wczoraj było cudownie. Wstałam sobie o 6 i pojechałam do Kubusia~
Spędziliśmy trochę czasu u niego w domku, a później włóczyliśmy się po Kaskadzie. Aw, było tak milutko. Szkoda było wyjeżdżać, no ale niestety musiałam. Do domu dotarłam parę minut przed 23 i byłam strasznie zmęczona, ehw. Dobry humor zniszczył mi trochę humor. Jak zwykle przed snem nie obyło się bez płaczu, trudno.

Teraz? Teraz jakoś żyję. Czuję się w uj nieogarnięta, ale żyję! Trochę mi tak smutno, gdy gadam z Michałem na skypie i nie mogę go nawet przytulić. Takie przykre trochę.

O CZYM JA W OGÓLE PISZĘ... Jeju.

poniedziałek, 17 lutego 2014

~ 111

Przepraszam. Przepraszam za to, że mnie nie było. Tak czy siak nie mam czytelników, więc to moje przepraszanie jest chyba bezcelowe. W takim razie przeproszę bloga, że tak go zaniedbałam! PRZEPRASZAM.

Wszystko jakoś dziwnie się potoczyło. Było tak chyba od wakacji, odkąd Sylwia wyjechała. Kontakty powoli zaczynały się psuć. A teraz? Teraz nie ma tak naprawdę nic. Totalne nic. Takie trochę odseparowanie się, lecz nie wiem czy to z mojej strony. Mówi się trudno. Wszystko jakoś potoczy się dalej. Wciąż utrzymuję kontakt z Sylwią, mam bardzo dobre relacje z Patką, a ostatnio poznałam nawet Michała z którym również dobrze mi się rozmawia/pisze/gada etc. Zaniedbałam mój związek co poskutkowało natychmiastowym zerwaniem z mojej strony, chyba dobrze się stało. Co więcej mówić... Moim ciągłym problemem jest matma, nieustannie dostaję z niej 1 i to jest okropne. Chciałabym się nauczyć, ale chyba nie potrafię. Mam nadzieję, że te wakacje będą czasem w którym będę mogła odpocząć od tego wszystkiego. Przewiduję sobie zdanie pierwszej klasy (cudem) i spotkanie się z 2 osobami, ewentualnie 3. Bardzo tego potrzebuję. Kiedy tak myślę, ze oni wszyscy są kimś odległym, to aż żal łapie za serce. Chciałabym by wszystko się ułożyło, było trochę jak po staremu. Chciałabym również nabyć nowych doświadczeń, ale oddalam się od tego. Coraz częściej łapie mnie przygnębienie i smutek. Czy daję sobie radę? Nie, nie daję. W nocy płaczę. Każdej nocy. KAŻDEJ. Marzy mi się taka jedna noc, kiedy nie będę miała powodów do płaczu. Muszę przestać się zadręczać tym całym gównem. Wystarczy.

Wczorajszy dzień był dniem wesołym, nie wiem co się takiego stało. W pewnej mierzę rozweselił go od rana Michał. Dziękuję. Piłam myyyyyler, śmiejąc się od przekręconego nazwiska Johna Lennona.

A dzisiaj? Dzisiaj śnił mi się jakiś gościu o imieniu Michał, który miał dłuuuugie białe włosy i był śmieszno pastelowy. Dość zabawny sen, ale nie było mi do śmiechu po obudzeniu się. Wiecie, codziennie jak się budzę to dostaję wiadomość od Michała, a dzisiaj jej nie było i jakoś smutno mi się zrobiło. Ehw, nieważne.

Tuli?