Szkoła jak najbardziej w porządku, spokojnie zdana klasa pierwsza, wesolutko. W międzyczasie zaprzyjaźniłam się z Patką, Matim i Łukaszem (chociaż trochę mniej niż z pozostałą dwójką) oraz zyskałam chłopca, wspaniałego chłopca.
Z Karolem jestem od 23 kwietnia i układa nam się idealnie, czasami pomarudzimy, ale jak do tej pory nie przeżyliśmy ani jednej sporej kłótni. Naprawdę jest genialnie, jest on całym moim światem, nawet nie wiem jak mam to opisać, bo jak piszę to ze szczęścia płakać mi się chce. A jak tak na niego patrzę to nie mogę oderwać oczu, jest tak cholernie seksowny. Z dnia na dzień zakochuję się w nim bardziej i bardziej, coraz bardziej. Marzę, aby spędzić z nim całe życie. Mieć dzieci. Po prostu kochać się i być ze sobą. Zrobić z nim dosłownie wszystko.
Pod koniec czerwca byłam sobie w Chorwacji i powiem, że było w sumie fajnie. Niedobre obiady, czas spędzany tylko z mamą, beznadziejna "plaża", picie wina (haha, tak), próby gadania z moim dzióbkiem, selfiii, czekanie aż mp3 się rozładuje, oglądanie jakichś filmów z Bollywood w autokarze (oh god), siku na postojach. To wszystko było w miarę w porządku, ale szczerze... Wolałabym siedzieć w tym czasie z Karolem, który tak tęsknił, że "płakał" ciągle biednej mamusi Danusi. Kochana kobietka, musiała mieć złotą cierpliwość do tego dzieciaczka.
Po Chorwacji został mi jeden dzień na naukę fizyki. Genialna Wika nauczyła się i zaliczyła ten piekielny przedmiot na farcie. Po tym wszystkim została nam tylko weekendowa podróż do Krakowa. Na sam dobry początek uciekł nam pociąg, ponieważ w Przytorze się nie zatrzymywał, dziękujemy serdecznie pociągu. Tylko zatrąbił i odjechał, fajniutko. Mieliśmy szczęście, ponieważ koleżanka mamy Karola nas zawiozła do Międzyzdrojów, a tam biegliśmy jak głupi, żeby tym razem też nie odjechał nam pociąg. Zdążyliśmy, a przerażone miny po chwili zmieniły się w "ah, na szczęście zdążyliśmy". Nie obyło się bez pociągowych zdjęć, o tak! Podróż była koszmarna, tyłki odpadały wszystkim. Jechaliśmy bardzo długo... Okropnie się to dłużyło. A w międzyczasie dosiadł się do nas w Poznaniu brat Karola, Damian. Kiedy już dotarliśmy to zdychałam, los tak chciał, że okres mnie złapał. Było mi z tym bardzo źle, ale dałam radę! Ogólnie byliśmy w Krakowie na konwencie tatuażu, żeby nie było, huh. Kraków jako miasto bardzo mi się spodobał, jest piękny. Żałuję tylko tego, że nie spotkałam się z Alcią, a miałam okazję. Sam w sobie konwent był z lekka nudny, ale uszedł. Mama Karola machnęła sobie fajny tatuaż, a to było priorytetem całej naszej wyprawy. Mieszkanko mieliśmy milusie, a ja jak zawsze spałam z Karolem, więc nie narzekałam. Oprócz siedzenia na konwencie byliśmy też w dobrej restauracji na dobrym makaroniku, w Galerii Krakowskiej i nawet w kinie na X-menach. Po konwencie zostały nam tylko wspomnienia, ponieważ pomimo tego iż mieliśmy aparat, nie zrobiliśmy żadnych zdjęć, brawo my. Czas spędzony genialnie, w genialnym towarzystwie, krótko sprostowując.
Cały rok szkolny szybko minął, a wakacyjne dni już umierajo. Jest ich coraz mniej i jest to okropnie przykre.
27 lipca jadę do dziadka do Łowicza (mam nadzieję, że z nudów i tęsknoty nie umrę), a jakoś 5 sierpnia zamierzam być już u jednego z moich najukochańszych skarbów, w Bydgoszczy. Przynajmniej urozmaicę sobie minimalnie wakacje. Oczywiście odwiedziny Sylwii to będzie najlepsze co mnie może spotkać w te wakacje. Bo tęsknię. Poznam w końcu jej pysiaczka.
Chwilowo nie robię nic konkretnego, dzisiaj sobie okresuję, ale hm... No co ja poradzę. Siedzę obok Karola, siedzimy na dwa laptopy, on gra w LoL'a, a ja piszę tutaj, no bo co ja mam robiiiiić *smutna mina* Później jedziemy ponoć na plażę, oby, mam taką nadzieję.
Ps. Kocham go.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń