Hejhejhejhej.
Na wstępie podziękuję wam wszystkim za bardzo miły spacerek, taki kochany i szaaaalony był. Jej, było serio fajnie. Najpierw park, ten straszny dom i plaża, milutko. Poproszę więcej takich wypadów. Czekam teraz tylko, żeby Sylwia mi wysłała zdjęcia z dzisiaj. Sylwia, ty kurfa noo... A właśnie, dobre było jak weszliśmy do tego opuszczonego "domu", Sylwia skręciła gdzieś w bok i nagle słychać było pisk... Przybiega spłoszona Sylwia, wszyscy dzidą wybiegają z pomieszczenia, a ta do nas, że widziała wychylającą się japę. Okazało się, że to jacyś kolesie byli. Tadam, koniec.
Wróciłam do domu, zjadłam pizzę + obejrzałam Naruto, na którym tak czy siak się popłakałam. Jakie ja mam słabe nerwy, bo to wszystko takie smutne się wydaje.
Idę jeszcze porysować Taeminy... Faza na Taeminy trwa.
Mój stan jest taki tam trochę smutny, nie chcę tego nawet okazywać. Wszystko takie powalone, durne, ahhh... użalanie się nad sobą the best.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz