wróciłam w niedzielę.
przepraszam.
Wkurzył mnie Daniel. Wiem, że mówił to w żartach, ale najwyraźniej nie wie, że nie akceptuję samej siebie i jedno słowo może tyle znaczyć. Nie jego wina, ale było przykro.
Ilona zaproponowała nam (mi i Kandarowi) nocowanie u siebie, więc skorzystałyśmy z okazji i zgodziłyśmy się. Cały czas oglądałyśmy (bynajmniej ja i Ilona) Shingeki no Kyojin/ Attac on Titan (jak kto woli). Po oglądaniu czy tam w trakcie oglądania, wzięłyśmy się za "robienie dzieci" (weźcie sobie nie kojarzcie, żal) i robienie kolażu. TE dzieci były okropne, paskudne, fuj... A co do kolażu, to jak zwykle wyszedł zajebisty, bo nasz.
Wiecie o której zasnęłam? Jakoś po 7. Wcześniej jeszcze Ilona pokazywała mi jeden odcinek jakiegoś anime z krowami, kurami, ogólnie wieś. Główny bohater burzył się na kury, bo ich jajka wychodzą "dupą", bosz, co za anime. Obudziłam się jakoś po trzech godzinach, huhu. Teraz siedzę sobie taka trochę zaspana i nie mam siły do niczego. "bo rzycie jest takie bez sensu". Jem pizzę, joł.
Dobra, być może nie jestem idealna, ale proszę... zaakceptuj mnie.
kckckckckckckckckc.
~ Nie będzie piosenki, bo totalny brak humoru ~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz