Uświadamiam sobie, że jestem bezwartościowa. Bynajmniej dla Ciebie.
Uhuhuhu, wczoraj/dzisiaj było po prostu super. Nocka u Kandara była zajebista, jeeea. Czujecie, nie?
Kandar mnie skopał w nocy, wypychał swoją dupę i takie tam...
Rano wróciłam do domu. Nie poszłam na żadne zakupy, bo kochana mama śpi cały dzień (pozdro mama). Wkurwiłam się, znowu ludzie zawodzą, rany... Załamujące, przybijające, joł. Mam ochotę wyjść z domu, udać się w jakieś miejsce gdzie ludzi nie ma. Ale co ja sobie wyobrażam... Że ktoś się mną przejmie i przybiegnie mnie pocieszyć? Oh, staph. Świruję.
Ciągle mam głupią nadzieję. Nie wiem co myśleć, a głowa coraz bardziej boli (boszeee, jakie to dramatyczne. Starsza Wiktoria Cię zbrechta, młodsza Wiktorio).
Później obejrzałam Your'e my pet (jakaś koreańska drama), grał tam fajny koleś, o ten. Skończyło się i co ja mam robić? Z nikim nie wyjdę, bo nikogo nie interesuję (smutna prawda).
LALALALA, chciałabym iść z Tobą na spacerek (taaa, teraz tak to się nazywa?). Szkoda, że Cię nie ma w Ś-ciu. Nie masz nawet czasu, żeby mi odpisać, jea. TAKA WIELKA SZKODA (ale to tak serio).
Kłócę się z mózgiem, a nawet zakładam... To chore, on jest głupi, obstawia dziwny bieg zdarzeń. Wymyśla dziwne sytuacje. Boję się. Już, wystarczy.
Tak cholernie się łudzę, a wiem jaka jest prawda. Tak bardzo głupia.
~ The 1975 - Sex ~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz