Kura.
Tak, dobrze widzicie. KURA!
Wczoraj/dzisiaj było okropnie (ryczy, opowiadając). W TYM GŁUPIM POCIĄGU BYŁO TAK UJOWO. Cała drętwiałam jak na chwile zasypiałam, bo tak niewygodnie. Jejurajusiuomatkoboszeno.
Dzisiaj o 5:55 pojawiłam się w Łowiczu, jea. Aha, nie... Oczywiście jak zawsze mama musiała zrobić awanturę, bo ponoć jestem taka zua. No... ciekawe co jest złego w przepuszczeniu dzieci z pociągu, żal. Mama - świr.
Przyjechał po nas dziadek, uuu, super. Po przyjechaniu do domu nie miałam ochoty na spanie, więc słuchałam "spraw dorosłych". Um, inczrestyd. Po 10 pojechaliśmy w miasto, najpierw poszłam z mamą do babci, a parę minut później połazić po sklepach z Gosią i młodym. Jeee, znalazłam 2 sukienki i buty + chiński szajs.
Wiecie co mnie cieszy? To, że NIKT mnie tu praktycznie nie zna. A to... to daje mi satysfakcję.
Teraz sobie siedzę i mulę. Spać mi sie chce, a muszę ogarnąć paznokcie i umyć się.
JUTRO JEST SUPER DZIEŃ, BO SYPIE JEBANYM RYŻEM, ŁUUUUUUUUUUUUUUHUUU! TAK, TO PRZECIEŻ TAKIE SUPERFAJNE. NO KURA.
Nie potrafię się sprzeciwiać, mam za dobre serce.
Napisz, proszę.
~ *miejsce na piosenkę* ~
Satysfakcję z tego, że nikt cię nie zna, dafuq? Gdzie sens. :d
OdpowiedzUsuń