piątek, 26 lipca 2013

~ 31

NO HEJ.

Już wróciłam z Łodzi, oł jee ~ W Łodzi było głupio, bo nogi bolały jak cholera. ŁÓDŹ TO MIASTO SZPANERÓW. 30 stopni na dworze, no i co z tego... założę zimową czapkę, bo to takie kul. WKURWIAJĄCE, hoho. A tak w ogóle, to widziałam Bjebera, w sumie to ziomka, który go przypominał...
Mam szczęście, że nie złapałam ospy, bo Miłosz miał. Biedne dziecko (haha, dobrze mu tak).
No cóż, przespałam tam jedną noc, a na drugi dzień wracało się. Kupiłam 3 rzeczy: koszulę, koszulkę i spodnie. Widziałam przystojnego kolesia w okularach. Ooo, właśnie... Widziałam też blond wersję Pana W. Tak czy siak Pan W jest przystojniejszy, no jak dla mnie *serdze serdze serdze*.

Dzisiaj był jakiś taki smutny dzień. Kupiłam sobie czarne buty, które podobne są do Vansów (tak wiele wygrać). Później byłam u babci, zjadłam obiadek i w końcu zaczęłyśmy się żegnać. Smutne, nie?

Niby chcę jechać, ale z rodzina... Tak ciężko. Bardzo ciężko. CIĘŻKO. Au...
Chociaż... Tęsknię za moimi głupkami. Za Iloną, Kandarem i Dziamdzielkiem.


HA! MYŚLAŁAŚ, ŻE O TOBIE ZAPOMNIAŁAM?
A teraz miejsce honorowe... Najbardziej brakuje mi Sylwii.

Brakuje mi Ciebie, joł.

~ *miejsce na piosenkę* ~

1 komentarz: