poniedziałek, 18 listopada 2013

~ 101

Jak mam opisać ten dzień? Oh. Zaczął się od obudzenia się, założenia stanika (tak, to interesujące, hoho). Wcześniej jeszcze obudził mnie erotyczny budzik (nie pytajcie, lolz). Wstałam taka biedna i zaspana, poszłam sobie po jakieś kosmetyki do WC, które wciąż jest w remoncie, oh. Jakoś tak za szybko zleciał czas i na ostatnią chwilę przebierałam się z 3 razy. Ojaoja, do szkoły na religię się spóźniłyśmy, bo Kandar przyszedł za późno, y, ok, TNX. Hm. W szkole jako pierwsza była fizyka na której pani pomagała z napisaniem sprawdzianu, ale pewnie i tak dostanę 1, szkoda. Następnie zaskoczyła nas matematyczka, tak bardzo oczekuję dwójeczki, normalnie będę chyba płakać ze szczęścia, tak... to szczyt moich ambicji. Później pisaliśmy już trzecie coś, kartkówkę z wypo, była całkiem prosta, uwielbiam przedmioty zawodowe, są takie banalne, że aż się uczyć nie trzeba. Jakoś zleciało te 9 lekcji, raaaaany. Po wyjściu ze szkoły dygotałam z zimna jak chichuacha, biedna ja. A Łukaszek nie chciał przyjść po nas, bo się "uczył", phi, łżesz! Oh, jak stałam sobie pod Sonatą to jakieś Włochy powtarzały "bella bella", patrząc na mnie. Nie sądzę, że widzieli tą ze Zmierzchu, haha. Byłam potem z mamą w Rossmanie po jakieś perfumy za stówę, które JA sponsorowałam.

Jaaacie, a Łukasz taki kochany. Piszemy trochę czasu i piszę mu, że tęsknię. Napisał mi, żebym zeszła na dół, ajjjjjj i był tam! Taki to misio kochany, aj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz