Cia.
No więc dzień rozpoczął się od tego, że Kandar obudził mnie trzema sms-ami, jeju... Miałam ochotę go zabić, no bo kurdę... Kto normalny wstaje o 6 rano, co Kandar? Hm, poszłam z nim i Łukaszem do szkoły, niach. W szkole odbyła się kartkówka z pp i anglika. Z anglika dostałam 2+! Zajebiście, bo nie potrafiłam 3 zdań na 5... A Ci idioci nie wiedzieli jak jest "krowa", y. Przechodząc dalej, poszłam z Kandarem na wf na którym i tak nie ćwiczyłyśmy. Razem z Alcią i nim walałyśmy się po sali gimnastycznej, a ja rysowałam im dziwne rzeczy, hiehie. Po szkole poszłam z Kandarem (znowuuu...) wysłać paczkę do Aluni mojej kochanej ♥ Myślę, że wszystko dotrze w kawałku, BO ZAROMBIE JAK NIE. Po wysłaniu paczuszki, poszłyśmy kupić Pana Surówkę, jest taki śliczny <333 Bialutki z szarym trójkątem na główeczce, wgle taki dziki jest, że masakra. Poskramiałyśmy go z Kandarem! Udało się, bo już się tak nie boi mój skarbek malutki ♥♥♥ Tyle serduszek, jaj ♥ Jakoś przed 18 wpadł Łukasz i sobie siedzieliśmy, leżeliśmy i wgle (z Kandarem też!). Hm, później zaczęliśmy oglądać Dead Sushi, taki tam horror, mru mru ~~
Jej, mama Łukasza mnie nie lubi. Tak jak myślałam.
musiałam! ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz