środa, 6 listopada 2013

~ 90

I mimo wszystko nie zrezygnowałam. Nie umiem.

Wszystko takie monotonne, w szkole dzisiaj robiliśmy jedzonko. Z Patką wylosowałyśmy coś ohydnego, ble. Surówkę z czerwonej kapusty, oh borze, co za okrutne coś. Inni zrobili nawet zjadliwe rzeczy, a posmakował mi tylko brokuł z czymś tam (co to było?). Wesoło się działo podczas "gotowania", Patka położyła jabłka i cebulę na gorącym palniku, haha, a ja się dziwiłam co te jabłka tak nie brązowieją. BEEEKA. Nie spotkałam Łukaszka, a chciałam, phi. Trzeba było ruszyć dupę, a nie... PHI. Czeka mnie niemiecki, oh nie. 80 słówek tak bardzo. OH! Dzisiaj utwierdziłam się w tym, że nic mnie nie trzyma w mojej kochanej klasie. A Pani chyba była zła, y. W dupie to mam, u Hero są takie miłe osoby, że ojej. Bardziej odnajdę się w takim wesołym towarzystwie niż u dresów. Maciek mnie straszył, że dresy nożami rzucają *hlip*




Wybrańcy mi się zmienili, smuteczeg.
W ogóle to żalll, mam dość szkoły i wszystkiego, coraz bardziej wszystko mnie boli.

maj lajf is rolerkoster.

1 komentarz: