piątek, 4 października 2013

~ 63

Dom.
To chyba jedno z najulubieńszych miejsc człowieka. W domu jest tak cicho... bezpiecznie... miło... przytulnie.
Nie, żebym chciała ciągle w nim siedzieć, ale naprawdę lubię swój dom.

Wczoraj po prostu wybuchłam, nie wytrzymałam. Rozpłakałam się tak, że nie mogłam przez pół nocy się uspokoić. Eh. Jest ze mną tragicznie, nie cierpię takiego stanu. Zresztą w głowie mi wiruje, haha. A do tego rano zwijałam się z bólu brzuszka, kochane. Mam ochotę rzygać, ale ile bym nie klęczała przy kiblu to nie mam zamiaru wywoływać tych wymiotów. Skoro nie mogę, to odpuszczam. Może potem... Oby nie.

Jest mi przykro, ale przynajmniej odzyskałam Marka. Jaka ulga.
Cieszę się chociaż z tego. Niestety nie mogę mu pomóc...

Ciekawe ile osób zainteresowałoby się mną jakbym zniknęła z ich życia...
Haha.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz