~ 83
Hm. Śniło mi się dzisiaj, że Pan W był u mnie w domu z jakimiś ludźmi i dewastowali mi domek (przy okazji mój rysunek na ścianie), ja widząc ten mój rysunek zaczęłam płakać i klnąć na niego gdzieś tam w kącie... On przyszedł na czworaka przez drzwi drzwiowe (jak, skoro był w pokoju?), tłumaczył mi, że on nie wiedział i w ogóle zazdrościł mi tego rysunku (e?), przeprosił i mnie przytulił, a jak już byliśmy przytuleni to tak z dobre pół godziny, bo nie chciałam puszczać (to zrozumiałe, haha). Aż w końcu powiedział coś typu "Wika, nie powinniśmy, nie teraz". SPOKO, ten sen był dziwny, ale cieszę się, że on mi się śni! W końcu.
Co dzisiaj zamierzam robić?
Idę o 11:25 z Helenką i Iloną na spacer, a później o 17 lecę do Kandara na "urodziny". Dzień pełen wrażeń się szykuje, jeeej.
TURUTUTUTU KEN TACZ DYS.
ściana
ja artysta, loffki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz