niedziela, 27 października 2013

~ 84

Obudziłam się z wielką rozkminą. Miałam dziwny sen gdzie był jakiś tam tłum ludzi i oni mieli na głowach głowy zwierząt (np. dzika, wilka itp.), nie wiem czemu... No i ja tam byłam z nimi w tłumie. Ogólnie na całym świecie była epidemia zombie, więc ludzie walczyli o przetrwanie, dźgając czymkolwiek w głowy zombie. No mordowali ich, ehehe. Potem jakiś tam psychiczny ziomek, który miał fartuch jak lekarz (tyle, że on był dziwny, upaćkany jakąś krwią) krzyknął do wszystkich, żeby udali się za nim, więc wszyscy posłusznie poszliśmy! Udaliśmy się do jakiegoś dziwnego bunkru, który miał takie strasznie maluśkie wejście przez które nie wszyscy się przeciskali (pozdro grubasy). Przede mną przeciskała się maluśka Alicja, więc nie miała problemu. Ja wchodziłam po niej, ale miałam problem z przejściem, w końcu mi się udało. Do środka weszła mniejsza ilość ludzi niż wcześniej, reszta musiała zostań na zewnątrz (biedni)... Ten tamten gościu psychol zaczął biec i wykrzykiwać, że musimy coś wymyślić. No ok... Szliśmy korytarzami (wyglądało to jak w psychiatryku, wszędzie były kraty i białe okafelkowane ściany), po podłodze walały się flaki i inne wnętrzności, mniam. Ten "lekarz" padł nagle na ziemię i zaczął się nacierać tymi wnętrznościami tak jakby mył się mydłem... Nagle wszyscy znaleźli się w jakimś pomieszczeniu z zielonymi (tak jakby szkolnymi) szafkami, gdzie w jednej  szafce znajdował się zombie, ten świr postanowił go wypuścić, a on taki posłuszny podszedł. Psychol rozkazał mu uwolnić kolejnego z innej szafki, to ten narzygał/napluł (nie wiem, wylewał z japy coś zielonego, soł), drzwi tak jakby się stopiły i uwolniły tego drugiego zombiaka. Po chwili oba zombie zamieniły się w coś dziwnego, jeden wyglądał jak niebieskie pako, a drugi jak pomarańczowe pako, tylko, ze oba miały oczy i ogólnie twarze, rączki i inne szczegóły. Tłum postanowił, że mając takich dwóch "bohaterów", wyjdą na dwór zmagać się z tamtymi zombie na jakimś tam placu... Wybiegliśmy wszyscy z budynku. Ja z Alicją, Heroinką i jakimś gościem skierowaliśmy się do kościoła, który wyglądał jak taka mała wychudzona wieżyczka (TAK, WYCHUDZONA), tam znaleźliśmy jakiegoś gościa, który nam powiedział, ze to już koniec (ale z czym?). Wyszliśmy stamtąd, kierując się pod jakieś drzewo. Nagle zauważyłam, że spośród "ludzi" wyróżnia się jakaś koleśka, która miała najpierw różową sukienkę, a jak jej powiedziałam "ładną masz sukienkę", to zmieniła ubiór na szorty i koszulę w kwiaty (dlaczego?). W końcu skapnęliśmy się o co chodziło gościowi z kościoła, zombie zamieniły się znowu w ludzi i wszystko było w porządku. Ciekawe czy to dlatego, ze mieliśmy dwa kolorowe pako... Mniejsza, staliśmy tak pod tym drzewem i nagle Hero mówi do mnie: "Wiktor umawiał się z kobietami w barach". O CO CHODZI. O COOCOCOCOCOCO O CO. Koniec snu!

Udzieliło mi się chyba po oglądaniu The Walking Dead. Matko.
Dzisiaj zmarnowałam cały dzień na American Horror Story Asylum. Jestem z siebie dumna, nie uczyłam się do fizyki, a oglądałam serial! Brawo ja.

Budyniek jest lepszy niż jakikolwiek mężczyzna, ah. Tylko nie potrafi zaspokajać (nie dopisałam słowa "seksualnie", więc sobie nie kojarzyć, zboczeńce).

Lana Del Rey - Noir

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz